Jak nie urok to Hamsa

Parę dni temu mieliśmy jakieś dziwne smaki, nie za bardzo wiedzieliśmy na co więc po prostu w ciemno pojechaliśmy na kazimierz licząc na farta. Zdecydował przypadek, gdy udało nam się znaleźć w końcu wolne miejsce parkingowe (kraków, kazimierz, wieczór…)  zauważyliśmy, że stoimy akurat przy restauracji Hamsa. Izraelskie, mocne smaki wydawały się być w porządku. 

 

Hamsa to  restauracja, której hasło przewodnie to “Hamsa hummus & happiness”, a na tshirt’ach obsługi przeczytać można bardzo przyjemny i chwytliwy slogan „make hummus not war”. hummusu, nie zjedliśmy, więc nie oceniamy, a co do „war” to Hamsa potraktowała nasze żołądki jakby była Johnym Rambo.   

rambo

Zazwyczaj komentuje się i zwraca większą uwagę na wnętrze restauracji, ale w tym przypadku już zewnętrzna jej część przykuwa spojrzenie zwłaszcza wieczorem, kiedy nazwa i jej motto jest podświetlone.

hamsa kraków restauracja

Po przejściu przez bramę pierwsze co rzuca się w oczy to świetny ogródek, odcięty od całego krakowskiego zgiełku. W dalszej części jest równie przyjemnie, bo wystrój wnętrz balansuje pomiędzy etnicznym charakterem, a nowoczesnością. Jednym słowem jest tam po prostu fajnie.

hamsa restauracja kraków kaizmierz menu wnętrze wnetrze_hamsa

Zanim przejdziemy do dań, czas na pierwszą żółtą kartkę jaką dostaje od nas Hamsa za jakość obsługi. Kelnerka, która nas obsługiwała miała problem z równym traktowaniem. O ile męska część stolika została obsłużona z dużą życzliwością o tyle damska została zwyczajnie olana, mówiąc w skrócie – unikany był kontakt, trafiła zła karta (po angielsku) która pomimo zwrócenia na to uwagi nie została wymieniona. Ale w restauracji chodzi o głównie o jedzenie, więc na tym się skupmy najbardziej. 

Jako, że rzadko jadamy dania o takich klimatach to ciężko było nam zdecydować co wybrać z dosyć obszernego menu. Wahaliśmy się pomiędzy Tadżynem (tadżyn – gliniane naczynie z pokrywką w którym potrawa jest przygotowywana) z kurczaka z klementynkami (porcja dla 2 osób/ 54PLN), a Ketfą jagniecą z Tadzyną (porcja dla 2 osób/ 59PLN). Ostatecznie po wysłuchaniu rekomendacji kelnerki, pojedynek wygrała druga opcja.

hamsa kraków kazimierz danie główne

Samo podanie już na starcie robi dobre wrażenie, danie trafia do nas w glinianym naczyniu, w którym zostało wcześniej wypieczone. Pozytywne wrażenie podtrzymują również aromaty, które do nas docierają tuż po podniesieniu pokrywki. Jagnięcina serwowana jest w tradycyjny  sposób, czyli w formie kuleczek .W smaku dominuje kolendra, więc z pewnością nie jest to danie dla tych którzy wolą delikatne smaki. W całej tej mieszaninie ziół i przypraw smak mięsa gdzieś został niestety zgubiony. Część kulek wydawała się być pikantna, a druga część wprost przeciwnie – była mdła i płaska. Oprócz tego mięso zdawało się być suche pomimo iż było podane w dużej ilości sosu. Dodatkiem do tego dania były placki laffa i najzwyklejsza sałata z vinegretem bez jakiegokolwiek polotu. Na brak pomysłu na sałatę można przymknąć oko, ale placek laffa bezdyskusyjnie zasługuję na żółtą kartkę bo był zwyczajnie surowy, co dziwne bo mając na uwadze jego grubość to trzeba było się postarać żeby go nie dopiec. Pomimo dwóch żółtych kartek jedliśmy dalej z nadzieją, że desery podratują sytuacje. I po części mieliśmy rację.

hamsa kraków danie główne

Desery, które dostaliśmy czyli Knafeh (13,20PLN) –  Palestyński deser z ciasta kadayif (bliskowschodnie ciasto w postaci cienkich nitek) usytuowanego na ciągnącym się serze nablusi oraz Baklava (14,10PLN/ 5,50PLN za kawałek) czyli deser z ciasta filo (rodzaj warstwowego, cienkiego tureckiego ciasta) o dominującym smaku piernika. Pierwszy deser był naprawdę smaczny, bardzo słodki, ale taka jest specyfika tej kuchni więc to zaleta. Mocno wyczuwalna woda różana fajnie podkręcała tą słodycz. Za ten deser duży plus. 

deser hamsa kraków kazimierz

Drugi deser to po prostu piernik, wsadzony pomiędzy dwa ciastka filo. Żadnej większej filozofii, nie ma o czym się rozpisywać. Jak ktoś jest fanem pierników to deser dla niego. 

hamsa kraków kazimierz deser

Tak więc, jak widzicie całość jest bez jakiegoś polotu, trochę płasko, jedzenie nie wzbudziło żadnych emocji było po prostu nudnym zapychaczem, może z wyjątkiem Knafeh. Na domiar złego Hamsa nie dała o sobie zapomnieć nie dość że wieczorem po powrocie do domu to także na następny dzień. Poczucie estetyki wymaga od nas przemilczenia tematu, ale przyjemnie zdecydowanie nie było co mogliście już zaobserwować w gifie na początku postu.

 

Ocena:
Podsumowanie: Sponsor problemów żołądkowych
Adres: Restauracja Hamsa, Kraków ul Miodowa 41 mapa, Facebook
Apetyt na kolejny raz: zdecydowanie nie
Stosunek ceny do jakości: 1
Średni koszt dla dwóch osób: ok. 130PLN

1 Comment

  1. Weronika 13 października 2016 at 13:08

    Przechodząc Kazimierzem ta restauracja zawsze zwraca moją uwagę jednak nigdy nie odważyłam się tam wejść i po przeczytaniu waszej opinii chyba się już nie skuszę 😉