Barcelona w trzy dni- plan zwiedzania + gdzie zjeść tanio i smacznie

Czy zwiedzenie Barcelony w 3 dni jest realne? nie, a przynajmniej nie całej. Nie oszukujmy się, jest to jedno z tych Europejskich miast, którego ilość zabytków i zakamarków jest tak ogromna, że może nawet przytłoczyć. Możecie za to tak jak i my, określić swoje priorytety i wykorzystać w pełni swój pobyt. Nasz pomysł na Barcelonie był jeden- zobaczyć dużo, skorzystać na maksa, ale w takim tempie i rozsądnej ilości, żeby się nie zajechać, a nacieszyć tym miastem i jego niepowtarzalnym klimatem. Co to za przyjemność, żeby gonić z miejsca na miejsce, byleby tylko odhaczyć kolejny punkcik w swoim planie. Zwłaszcza, że do Barcelony nie mamy daleko, a promocje w Ryanair pozwalają do niej dolecieć i wrócić nawet za 250PLN. Przecież  nikt nie mówił, że wypad do Barcelony musi być jednorazowym doświadczeniem.

→  Kiedy i jak dostać się do Barcelony?

Kiedy? Naszym zdaniem odpowiedź jest tylko jedna- kiedy tylko macie ochotę. My dużo czytaliśmy o tym jak to Barcelona w sezonie (lipiec/wrzesień) jest zatłoczona, o tym jak to traci swój urok i trzeba ją omijać szerokim łukiem. Bullshit. My byliśmy 21-23.08 i chodziliśmy mega swobodnie, bez tłumów i braku miejsc w knajpkach. Oczywiście były punkty z większą ilością turystów, ale zapewne są one tak kultowe, że przez większą część roku tak w nich jest. Może w zimie jest dużo luźniej, ale czy chce się Wam spędzać większość czasu spacerując i będąc na zewnątrz w niskich temperaturach? Odpowiedź już zostawiamy Wam indywidualnie do ustalenia.

Jak? Oczywiście jak najtaniej. Polujcie na tanie bilety czy to od Ryanair czy Wizzair, zdarzają się naprawdę często. My za lot do Barcelony z Krakowa płaciliśmy ok 130PLN/osoba.

→ Gdzie spać?

My wybraliśmy rodzinny hotel Barna House Barcelona Go i nie wiemy, czy dało się trafić lepiej w naszym budżecie. Świetny hotel, nie znaleźliśmy szczerze ani jednego negatywnego aspektu. Gdybyśmy mieli na szybko wymienić jego najważniejsze plusy to:

  • lokalizacja, blisko do:
    dworca Barcelona Nord -ok 7 min na nogach,
    przystanku autobusowego- ok 4 min na nogach,
    metro- ok 5 min na nogach,
  • warunki:
    mega pomocny personel biegle mówiący po angielsku,
    nowoczesny i bardzo, ale to bardzo czyściutki obiekt,
    w pokoju jest świetnie działającą klimatyzacja i spore, wygodne łóżka,
    spora łazienka (osobno klimatyzowana) z duży prysznicem
    możliwość wykupienia śniadania za 7euro/osoba- my nie skorzystaliśmy
    darmowe wifi w całym obiekcie

Za 3 noce zapłaciliśmy 770PLN/2os

→ Barcelona z naszej perspektywy, czyli nasz plan zwiedzania

→ ej, ale czemu jak wpisuje Barcelona to googluś mi jakieś Gaudi ciągle pokazuję?

Tak wstępem, Antoni Placid Guillem, znany bardziej jako Gaudi to kataloński architekt i inżynier secesyjny, który będąc jeszcze studentem architektury w 1876 roku przeprowadził się do Barcelony, by kilka lat później zmienić (naprawdę!) jej obliczę. Nie będziemy Wam pisać o tym jakie to neogotyckie i inne wymyślne style przyjmowały jego pracę, ale napiszemy Wam jedno- należy mu się wielki szacunek, bo to co stworzył robi niesamowite wrażenie pod wieloma względami, zaczynając od w ogóle pomysłów, przez zachwycający kunszt na kolorach i formach kończąc. Wow.

→ dzień I

Nasz dzień w Barcelonie zaczął się o 17:30 po check in w naszym hotelu (pkt A/J). Postanowiliśmy luźnie „obczaić” okolice naszego hotelu i tak trafiliśmy na Plaça de Catalunya, urocze miejsce fontannami i ogromną ilością gołębi- fajnie było poczuć inny klimat niż w Krakowie ;p.

Tak, tak budynek z kotami nas skusił.

Jeśli zgłodniejcie możecie wstąpić do La Plata (tanie, często polecane tapasy) lub tak jak my możecie zacząć od deseru i udać się do miejsca, które jest rajem dla wszystkich czekoladowych pożeraczy. Mowa oczywiście o Chök The Chocolate Kitchen (otwarte od 9:00 do 21:00 oprócz niedziel). Możemy to miejsce nazwać świątynią czekolady- wybór jest przeogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Spróbować możecie np Cronuts’ów (jest to połączenie croissantów i pączków).  Chociaż wszystko wygląda tak apetycznie i kusząco, że nie jest tak łatwo podjąć decyzję, zresztą sami zobaczcie.

Następnie przeszliśmy się słynnym deptakiem- ulicą La Rambla, po której cały czas przewijają się spore ilości turystów (uwaga! w tym miejscu ponoć jest też najwięcej kieszonkowców, więc warto się pilnować). To co można o niej powiedzieć- naprawdę tętni życiem- stragany, restauracje, stoiska… znajdziecie tam tego nadmiar. Oczywistym dalszym wyborem było przejście się na najbardziej znany targ La Boqueria (otwarta od 7:30 do 20:00), żeby zjeść coś dobrego (*nazwa pochodzi od słowa boc (koza), ponieważ właśnie tutaj handlowano koziną.).

Jest to miejsce rozpusty zarówno dla oczu jak i podniebienia. Skoro o podniebieniu już mowa- bardzo, ale to bardzo polecamy Wam Bar Boqueria, w którym możecie zjeść świetne tapasy, ze świeżutkich składników, a co więcej możecie obserwować pracę nad Waszymi daniami „od kuchni”.

U nas wpadło:

PIMIENTOS PADRON 8,50€ najsłynniejsze papryczki, które znajdziecie w większości tapas barów. Świetne w swej prostocie. Papryczki smaży się przez chwilę na mocno rozgrzanym oleju, potem posypuje obficie grubą solą i je na gorąco.

CANGREJO CON SALSA DE CHILI CHIPOTLE 7,00€ czyli krab z salsą z wędzonego chilli.

oczywiście piwerko, ESTRELLA 3,00€

Kolejnym ważnym celem była dzielnica Gotycka (Barrio Gotico)- uważamy, że to świetny wybór na jeden z pierwszych kontaktów z Barceloną.  Swoją drogą jest to najstarsza, średniowieczna część miasta.

Ten fragment Barcelony ze względu na swoje kręte uliczki, niesamowite i intensywne otoczenie idealnie pozwala w pełni poczuć klimat miasta. Nie polecamy zwiedzania z mapą z dokładnie wyznaczonymi punkcikami co, jak, kiedy zobaczyć, no może poza jednym (obowiązkowym i chyba najsłynniejszym)- Moście Westchnień (Carrer del Bisbe)- w naszym luźnym rozumieniu nazwa wzięła się od wszystkich facetów, których wzdychali do swoich lasek „kur*wa to po to mnie tu ciągnełaś”.

W drodze na mostek warto zatrzymać się na Plaça Sant Jaume, gdzie znajduje się miejski ratusz. W tym miejscu są też organizowane ciekawe wydarzenia, bo to właśnie tutaj odbywa się coroczne tworzenie słynnej „ludzkiej piramidy”. Całe otoczenie zresztą jest niezwykle klimatyczne, nie brakuje ulicznych pokazów.

Zdecydowanie lepiej jest chodzić po tej dzielnicy na własną rękę i zaglądać w urokliwe uliczki. Idźcie i zgubcie się, a nie będziecie żałować. Jeśli podczas takiego zwiedzania zgłodniejecie to polecamy Wam zajebiste taco (i piwko) w Taco Alto Born (otwarte od 12:30 do 00:00). Ceny tacos’ów od 1,95€ do 2,50€.

Jako ostatni punkt tego dnia wybraliśmy Arc de Triomf, łuk triumfalny zbudowany w 1888 roku z cegieł. Naprzeciwko niego (nie od strony deptaku, a ulicy znajdują się knajpki, w których możecie napić się z widokiem na łuk świetnego Tinto de verano, które swoją drogą smakuję nam jeszcze bardziej niż Sangria, a mamy wrażenie, że z dziwnych powodów jest mniej znane i popularne. Jak raz spróbujecie, będziecie chcieć je pić cały czas. Nasze pierwsze zakupy po powrocie z wakacji składały się z czerwonego wina, fanty, żebyśmy mogli sobie „odtworzyć” smak Tinto.

→ dzień II Śladami Gaudiego


Większość dnia spędziliśmy chodząc i podziwiając niesamowitą wyobraźnie Gaudiego. Uwaga w tym planie dodaliśmy punkt „I” czyli Park Guell – dla nas jest to punkt na następny wypad do Barcelony. W połowie drogi do niego wpadliśmy na to, żeby kupić bilety online (nie trzeba stać wtedy w kolejce) i jak się okazało niestety, wszystkie bilety na ten dzień były już wyprzedane- jeśli planujecie odwiedzić ten park polecamy Wam kupić bilety najpóźniej dzień wcześniej, ich koszt to 7€.

dzień dobry barcelono

Pierwszym oczywistym wyborem było odwiedzenie najsłynniejszego „placu budowy” w Barcelonie, czyli Sagrada Familia. Na jej temat można powiedzieć wiele, może się komuś podobać lub nie, ale zdecydowanie nie da się przejść obok niej obojętnie. Na nas zrobiła niesamowite wrażenie od zewnątrz. Dbałość o szczegóły, cała jej monumentalność sprawia, że człowiek stoi przed nią zapatrzony. Zwiedzanie wnętrza możliwe jest w sezonie od 9 do 20 i kosztuje 15€ od osoby- my się nie skusiliśmy.

Po tym jak ockniecie się z wrażenia po Sagradzie możecie udać się do Casa Batllo. Inspiracje przy projektowaniu tego budynku Gaudi czerpał w naturze, liczne elementy nawiązujące do motywów zwierzęcych, takich jak: kości (forma balkonów), łuski (dach), rybie łuski (płytki pokrywające ściany). Żeby zobaczyć wnętrze trzeba zapłacić 30€ od osoby, co dla nas wydało się przesadą. Tuż obok znajduje się Casa Amatller (z charakterystycznym, schodkowym szczytem) i też warto mu poświecić uwagę, mimo że nie jest zaprojektowany przez Gaudiego, a przez Josepa Puiga i Cadafalcha. 

Gdybyście chcielibyście zwiedzić go od środka to bilet kosztuje 15€. Jeśli zgłodniejecie to zachęcamy Was do zaglądnięcia do jednej z najmodniejszych teraz miejscówek w Barcelonie, czyli Brunch&Cake nam akurat głód na tyle nie doskwierał, więc udaliśmy się dalej do Casa Mila, który przypomina kształtem skalny blok, dlatego też mieszkańcy Barcelony nazywają go Kamieniołomem- La Pedrera. Najbardziej charakterystyczną cechą tego budynku jest brak prostych linii oraz balustrady, których motywem przewodnim są dzikie chaszcze. Cena za zwiedzanie z audioprzewodnikiem wynosi 22€.

Kolejnym przystankiem jest Casa Vicens, zwiedzanie kosztuje 16€ lub 12€ jeśli uda się Wam trafić na promocję. Jest to jeden z pierwszych domów zaprojektowanych przez Gaudiego. Nie brakuje na nim ceramicznych płytek, elementów glazury czy różnokształtnych brył. 

Praktycznie po przeciwnej stronie znajduję się niesamowicie urocza lodziarnia z bardzo dobrymi lodami, w tym jeden ze smaków inspirowany jest Gaudim (taką też nosi nazwę)- La Gelateria Viaggio in Italia.

My udaliśmy się jak już wcześniej wspomnieliśmy do parku Guell, jednak w połowie musieliśmy zawrócić- wpadło piwko w przypadkowej knajpce i tapasy. Po tym wróciliśmy do naszego hoteli, żeby zregenerować siły na dalsze kilometry. Tego dnia przeszliśmy już ok 15KM.

Wieczór upłynął nam na jedzeniu i spacerach. Kompletnie bez planu chcieliśmy czerpać z klimatu Barcelony, której architektura jest wręcz niesamowita. Zresztą spójrzcie

Postanowiliśmy zawitać na najsłynniejszą plażę w Barcelonie- La Barceloneta

Po drodze zgłodnieliśmy i wybraliśmy sprawdzoną już Walencji, budżetową opcję, czyli 100 Montaditos. Jest to miejsce, w którym ceny przekąsek w większości wynoszą 1€. My we dwójkę naprawdę sobie pojedliśmy za 9€.

Do tego bardzo polecamy Wam wzięcie sobie Sangrii w tym miejscu. Smakuje tak jak powinna. Wracając z plaży zahaczyliśmy jeszcze o Arc de Triomf.

→ dzień III, a właściwie poranek

To był bardzo krótki dzień w Barcelonie, bo już po 14 musieliśmy się wymeldować z hotelu i udać się na samolot na Fuerteventura* bardzo Wam polecamy taki wyskok z Barcelony, jeśli macie na tyle czasu. My za bilet w jedną stronę zapłaciliśmy około 80PLN (Ryanair).

Poranek zaczęliśmy od spaceru nieco okrężną drogą do Park de la Citadella.

Polecamy Wam śniadanie/lunch w Llamber Taberna, jest naprawdę bardzo smacznie i nie tak drogo. Restauracja znajduję się 2min spacerkiem od wejścia głównego do parku. U nas wpadło: BOCADILLO DE ESPARRAGOS (kanapka ze szparagami, serem i kolendrą) 3,85€ BOCADILLO PEPITO  (kanapka z wołowiną, musztardą i papryczkami) 4,95€ oraz TORTILLA FRANCESA 40€ ➡️ tak, więc dwie osoby zjadły naprawdę solidne i świetne śniadanie za mniej niż 14€. Oprócz tego wzięliśmy świeży sok z pomarańczy 3,85€ oraz mrożoną herbatę 3,85€.

Tak pojedzeni już spokojnie mogliśmy zwiedzać park i napić się dobrej sangrii z zajebistym widoczkiem. Takie pożegnanie z Barceloną to rozumiemy ;).

Ps: jeśli chcecie zaoszczędzić na booking.com 50zł podczas rezerwowania noclegu, to możecie śmiało skorzystać z naszego polecenia https://www.booking.com/s/35_6/agatka06